XIII Śmierć/Transformacja

Jesteś gotowy? Czas zamknąć ziemskie sprawy… Chodź ze mną, zabiorę Cię w nieskończoną podróż; podróż, która rozświetli blaskiem Ciebie, Twoje dokonania, sukcesy, porażki… Jesteś gotowy? Nie, nie, jeszcze nie… Tylu rzeczy nie zrobiłem, jeszcze nie powiedziałem wszystkiego…
Uśmiechnęła się złowieszczo. Nie pierwszy raz to słyszy. Zobojętniała na takie podejście. Czas to czas, świeczka wypala się w określonym momencie. Każdy miał czas na wszystko, a że nie zdążył? Cóż, sam sobie winien… Patrzyła jak się miota. Jeszcze niedawno był taki odważny, taki dzielny… Przez chwilę zastanowiła, czy powiedzieć mu, co go czeka po… Nie, jeszcze za wcześnie. Jeszcze nie teraz. Niechaj patrzy…
Zaskoczyło go jasne, wręcz oślepiające światło, płynące zewsząd. Przepełniała go dziwna siła, patrzył, jak jego ciało staje się Światłem. Spojrzał w górę – nic, bezkres… spojrzał w dół, gdzie powinny być jego nogi i… zamarł z przerażenia… Zobaczył siebie, w kościele, na katafalku… „Nie, nie może być… – błąkała się uporczywa myśl. Ostatkiem sił ogarnął się. Obiegł oczyma zebranych ludzi, wieńce… Niektórych w ogóle nie kojarzył, innych słabo sobie przypominał. Ale, ale… nie ma moich dwóch wspaniałych przyjaciół. Gdzie oni są? Dlaczego nie przyszli? Zmobilizował siły, przypomniał sobie, dokąd razem chodzili. Przeniósł się tam… Są, są. Czemu się cieszą? Co mówią? Podpłynął bliżej i poczuł smutek. Uff, jak to dobrze, że już go nie ma… dureń, nie musimy już udawać…
Wrócił do kościoła. Uważniej zaczął przypatrywać się zebranym postaciom. O dziwo, dostrzegł tych, których nie spodziewał się ujrzeć. Widział ich smutek i przygnębienie. W błysku świadomości pojął, że to są jego przyjaciele. „A przecież tylu rzeczy im nie powiedziałem. To wy byliście moja ostoją, to wy podtrzymywaliście mnie w chwilach słabości, zwątpienia… Dziękuję wam za wszystko…” Dostrzegł swoją żonę, dzieci, rodziców. Im też nie powiedział, jak bardzo ich kocha… Teraz widział wyraźnie ból dzieci, bo mało czasu im poświęcał… Gdybym tylko mógł, miał tę szansę – pozmieniałbym wiele rzeczy… Gdybym tylko mógł… – kołatała się samotna myśl.
Poczuł lekkie dotknięcie. Obejrzał się. Tak, jest tu ciągle. Śmierć… Wyciągnęła ku niemu dłoń… Otwórz oczy – usłyszał. Masz te szansę, by móc wszystko zmienić. Zmień się… transformuj… dokończ rozpoczęte; powiedz niewypowiedziane… Żyj w blasku miłości, zrozumienia… Kiedy Twój czas nadejdzie przyjdę po Ciebie, a wówczas będziesz gotowy…

Przewijanie do góry